Zmieniłem trasę wyścigu- 5 marca

Wybiegłem około 8:30. Biegnie mi się fantastycznie, prawie nie robię przerw. Bolą mnie trochę łydki. Na dworze jest zimno. Dzisiaj eksplorowałem drogę na Woźniki. Właściwie to jest bardzo zimno. Robię przerwę. W głowie śpiewam sobie piosenki, nastrój mam całkiem niezły. To już chyba 10 dzień w którym trenuje. Moja kondycja i siła mięśni bardzo się poprawiły. Biegnę trochę szybciej i dalej ponieważ czarne chmury zwiastują deszcz, który nie chce, żeby mnie złapał. Plusem tej trasy jest to, że ciągnie się ona prosto, minusem, że momentami nie ma chodnika przy drodze. 

Bieg jest dość spokojny, zamieniam go czasami w chód. Gnam drogą na Woźniki. Droga znajdująca się na rynku bardzo mi odpowiada, ponieważ jest dużo chodników, nie trzeba się martwić o samochody. Nie patrzyłem dokładnie o której dziś wybiegłem, dlatego podałem przybliżoną godzinę. Jak to mówią-szczęśliwi czasu nie liczą. Ruszam dalej. Razem przebiegnę około 18-20 km. To niezły wynik. Nie jest to wymęczający bieg, a dużo z tego było chodem, ale zawsze to nowa trasa. Dzisiaj było mniej dróg polnych, a więcej asfaltowych, mimo to myślę, że warto się było wybrać.

Będąc w Woźnikach pobiegłem zobaczyć wieże, która tam stoi. Dowiedziałem się, że to Coglowa Góra. Jest to platforma widokowa leżąca na tzw. Garbie Woźnickim. Więcej informacji znajdziecie pod tym linkiem https://wozniki.pl/aktualnosci/platforma-na-coglowej-gorze-wizualizacja.html .

Wracam z powrotem, mam problem ponieważ obdarłem trochę lewy sutek. Trzeba na takie rzeczy uważać. Warto robić więcej przerw by nie spocić się za bardzo. Z powrotem postanowiłem przyspieszyć. Jest okropnie zimno i pada deszcz. Wokół mnie znajdują się pola. Postaram się już przebiec do końca, chociaż droga z powrotem to męczarnia. Nie mam już siły, przebiegłem około 4/5 wyznaczonych spontanicznie ścieżek. Zadarcie mnie cholernie boli, a tu jeszcze tyle drogi przede mną. Postanowiłem zrobić chód. Biegnę dalej, trzymam się za polar. Jest 9:52, zrobiłem sobie przerwę. Jestem już na swojej ulicy, ostatnia prosta przede mną. Trzymam się za kurtkę i pędzę przed siebie, wygląda to komicznie. Wróciłem do domu około 10:00.











Źródło zdjęć- własne














Komentarze

Popularne posty z tego bloga

SATYSFAKCJA

Na koniec początku

Rutynowy sport