Wróciłem
Piątek 1 marca
Wyruszyłem
około godziny 8:00. Dzisiaj wyrównam swój rekord jeśli chodzi o kilometry. Jest
zimno ale da się wytrzymać. Biegnę drogą asfaltową i leśną. Słyszę dzięcioła, ptaki.
Bardzo blisko słyszę odgłosy wzbijającego
się samolotu. Tak intensywnego i długiego biegu jeszcze nie miałem. Jestem tak
spocony, Że nawet trochę obtarłem sobie lewy sutek. Jako ochronę przed dalszym
zadrapaniem włożyłem sobie na niego mokrego liścia, zaczyna mnie piec. Ten
niezbyt mądre, ale Jestem pośrodku lasu nic tu nie ma. Odpoczywam spacerując po
lesie. Zauważyło jedno, czym jestem dalej tym Jestem mniej zmęczony, przebiegłą
przez Las i biegnę do miejscowości Zendek, skąd pochodzą moi nieżyjący już
dziadkowie. Jestem wykończony, a jeszcze szmat drogi przede mną. Biegnę
słuchając „Górą ty, górą ja” - Golec uOrkiestra. Nie ma słuchawek i puszczam
muzykę na głos, trochę głupio, no ale cóż. Piękno eksplorowania znika wraz ze
wzrastającym zmęczeniem, ale to etap przejściowy. Jestem wykończony jest 9:19.
Wybiegłem gdzieś około 8.
Brakło mi wody,
a nie mam pieniędzy. Na szczęście w pobliskiej miejscowości mam kuzynkę, która
nalała mi wody, przeżyję i wrócę do domu. Uratowała mnie. Zawsze weźcie ze sobą
kasę, gdy biegnięcie daleko, ja tego nie zrobiłem, ale miałem farta. Bieg z
powrotem to nie jest męczarnia, to jest katorga. Największą motywacją do
ukończenia biegu jest chęć i potrzeba powrotu. Z świadomością, że mam wodę jest
już dużo lepiej. Powietrze jest dosyć zimne, ale rekompensuje mi to widok i
odgłosy ptaków. Z powrotem w większości truchtam. Jest niesamowicie trudno i
przytłaczająco, ale na tym polega piękno tej wyprawy. Przez drzewa przedostaje
się słońce. Przystanąłem w biegu, walczę z myślami i ze zmęczeniem.
Jakby tego
było mało pękły mi spodnie, nowa moda w bieganiu😊. Cała ta sytuacja jest przekomiczna. Nie
trzeba się w takich momentach poddawać, biegniemy dalej. Podczas biegu jakiś
facet powiedział cytuje: dychnij se. Szczerze czasami nie umiem robić przerw. Szczerze
czasami nie potrafię robić przerw. Przerwy jednak są dobre. Trucht, spacer, gdy
jesteśmy okropnie zmęczeni są opcjami, z których warto skorzystać. Idę, nie mam
siły biec., ale spokojnie siły wracają. Długodystansowe bieganie to hart ciała,
ale przede wszystkim ducha. Bieg z powrotem jest naprawdę trudny, na szczęście
świeci słońce i jest dosyć ciepło. Kiedy biegnę tak jak teraz w dłuższą trasę,
mam dylemat kiedy się zatrzymać. Myślę, że momentami przeceniam swoje
możliwości, a być może potwierdzam swoje przekonanie. Jestem już bardzo blisko,
teraz już tylko przed siebie. Ten bieg jest straszny, znowu zabrakło mi wody,
jednak świadomość, że go ukończę popycha mnie dalej. Udało mi się wydreptać do
przystanku, jestem potwornie zmęczony i został mi łyk wody. Odpoczywam. Odległość
do domu to około kilometr. W oddali widzę, już swój dom. Jest 11:07 ruszam
dalej. Zaliczam kolejny przystanek, została mi prosta droga do domu. Odpocznę i
biegnę dalej. Nie mam już siły, ale wiem, że muszę brnąć dalej, aż do końca, aż
do celu. Ojciec po mnie dzwonił czy po mnie nie wyjechać. Zabawna historia.
Końcowy odcinek- droga do domu. Wracam truchtem- na spokojnie. Wróciłem około
11:30. Jestem szczęśliwy i padnięty, wyczerpany i głodny. Koniec na dzisiaj. Do
następnego biegania.






Komentarze
Prześlij komentarz