Gdzie ja mam biegnąć i dlaczego tam ?
Dzisiaj jest wtorek 19 marca. Wybiegłem około 10, zastanawiałem się gdzie ostatnio porzuciłem plan dobiegnięcia do jakiegoś miejsca. Doszedłem do wniosku, że nie dobiegłem na Koziegłowy. Dzisiaj spróbuję ten błąd naprawić. Podejmuję tą próbę, ponieważ ostatnio myślałem, że mogę pobiegnąć dalej, a tego nie zrobiłem. Przecież o to w tym chodzi, by biegnąć tam gdzie się czuję. U mnie jest to dalej lub gdzie indziej. Pomyśleć, że rano nawet mi się nie chciało ubrać. Może to co robię, nie ma dla innych sensu, ale dla mnie ma. Sens biegania musicie sobie znaleźć sobie sami, nic tak nie potrafimy jak obrzydzać sobie życia. Biegnę daleko od tego.
Dotarłem do Wojsławic. Ostatnio
biegnąc tą drogą na Wojsławice zawróciłem, teraz nie zamierzam tego robić.
Jestem na ulicy widokowej i przyznam, ładne są tu widoki. Wyłania się też
słońce. Dotarłem do Koziegłów na rynek. W Koziegłowach płynie potok „Boży
stok”. Szczerze, biegam w około szukając tabliczki z napisaną nazwą Koziegłowy
i nie mogę jej znaleźć. Biegnę dalej na Poraj. Na Poraj biegnę ścieżką rowerową
bo z drugiej strony jest za wąskie pobocze. Biegnę tak daleko, to na pewno
będzie mój rekord, jeśli zdołam wrócić. Plusem tej drogi jest to, że mają
chodnik dla rowerów, minusem, że tylko to, ale jest. Biegnę przez Koziegłowy,
widzę pola i drzewa obok drogi. Tak daleko jeszcze nie biegłem, jest okropnie
zimno. Dobiegłem do Poraja o godzinie 12:17. Biegłem dalej na Gęzyn. Jestem
okropnie zmęczony, zaraz braknie mi wody. Dotarłem nad Zalew w Poraju. Mogę już
wrócić. Przebyłem naprawdę niesamowicie długą drogę, żeby tu dotrzeć. W głębi
serca czuję, że pokonuje dzięki temu te ograniczenia, które sprawiały, że czuję
pustkę. To tyle wracam. Powrót jest trudny, obdarłem uda i sutka, mimo to nie
zamierzam się poddawać. Wracam i cieszę się, że mogę to zrobić. Jest godzina
13:07 robię chód, bo jestem dosyć zmęczony.
Jest 13:12 wróciłem na Koziegłowy.
Teraz powoli idę. Jestem na przystanku, robię przerwę, Jest 13:27 jeszcze mam
daleko do jakiegokolwiek sklepu, a pić chce mi się strasznie. Zostało mi na
szczęście jeszcze trochę wody, ale oszczędzam bo nie wiem co bez niej zrobię.
Czuję się jak na pustyni, bez wody. Co za przygoda! Pragnienie popycha mnie do
przodu. Jest 13:41 spaceruje. Dotarłem do sklepu mojego królestwa wodopoju,
będę żył😊. Od razu odżyły siły, kiedy
napiłem się wody. Jest 14:13 jestem już blisko Wojsławic, a stamtąd już tylko
chwila do domu. Pogoda jest piękna, trochę wieje zimny wiatr.
Teraz gdy jestem już blisko i
jestem tak zmęczony jak nigdy wcześniej, nie zastanawiam się nad tym co
napisać, chcę wrócić, wracam. Poleciałem na pobocze na pole, leżę na trawie,
jest 14:35, odpoczywam. Wstałem, biegnę dalej. Dotarłem do Wojsławic, jest
14:43, odpoczywam na przystanku. Zmęczony jestem okropnie, idę- oszczędzam
siły. Widoki są cudowne. Dotarłem do Cynkowa o 15:10, spaceruję. Po raz
pierwszy w życiu od chodzenia bolą mnie stopy. Godzina 15:27 jestem już na
swojej ulicy, nie biegnę, idę, nie mam siły biec. O godzinie 15:38 wróciłem do
domu, jestem szczęśliwy i życzę wszystkim szczęścia. To był najtrudniejszy i
najdłuższy bieg w moim życiu.
Źródło zdjęć: własne

















Komentarze
Prześlij komentarz